Lookbook L’Oréal Professionnel 2016 – tak pracują pasjonaci

Po raz wtóry L’Oréal Professionnel zaprosiło mnie do współpracy przy tworzeniu LOOKBOOK’A L’Oréal Professionnel 2016. Dużo pracy, jeszcze więcej inspiracji, wiele pomysłów i sposobów na ich realizację. Każda kolekcja to feria stylizacji, pokaz prawdziwych talentów, pasji, w czym i ja miałem swój udział. Całość stanowi artystyczny SUKCES, którego gratuluje wszystkim twórcom.

Lookbook L’Oréal Professionnel jest dla mnie istotnym podsumowaniem mojej pracy, kierunku rozwoju, naoczną weryfikacją wartości wkładanego wysiłku, wartości zaangażowania.

To dookreślenie -professionnel- bardzo mobilizuje, ale jednocześnie zdradza atmosferę panującą podczas tworzenia katalogu. Trzeba osobiście skonfrontować się z zespołem, z ludźmi oddanymi swej profesji, aby docenić znaczenie twórczego fermentu, ferworu realizacji zamierzeń.

Przy tego typu projektach nieoceniona jest pomoc asystenta. Na tym polu także miałem i mam dużo szczęścia. Klaudia Matysiak, jak mój cień, nie odstępowała mnie w czasie pracy. Kłaniam się JEJ oraz WSZYSTKIM tym, którzy swoim zaangażowaniem przyczynili się do pomyślnej realizacji lookbook’a.

Lookbook L’Oréal Professionnel prezentuje najmodniejsze trendy w tym roku ► ► ► filmik backstage z przygotowań do  LOOKBOOK’A 2016 uwiarygodnia sumę włożonej pracy – zobaczcie sami, jak wygląda pasja w akcji.

Wasz Tomasz Marut

Be Inspired – przepis na sukces

Mój przepis na sukces, na zadowolenie, na nieustanny zapał do życia i działania zaczyna się (…i nigdy nie kończy) w jednym miejscu – na sali treningowej. Aktywność fizyczna, na którą czas mam tylko po pracy, późną nocą, pozwala mi zachować niczym niezmącony stan umysły. Tu czyszczą się moje frustracje, rozpuszczają niezadowolenia, tu myślę sobie, co tam rozczarowania, poćwiczę sobie.
Nie są to oczywiste zapędy fryzjera. Dużo łatwiej jest zapuścić się do baru, niż rozpalić gorączkę działania. Ten artykuł nie jest jednak o mnie i moich zapałach. To artykuł o moim personalnym trenerze, który podgrzewa mnie w chwilach kryzysu, wspiera w rozwoju, inspiruje w codziennym wysiłku.

Darek Trener – to pasjonata aktywności, z zainteresowania bokser, kulturysta, maratończyk. Mierząc jego osiągnięcia z perspektywy takiego maluczkiego fitnessowca jak ja, Darek jawi się jako bożyszcze biegaczy. Był pierwszy w biegu Iron Run Krynica. Co to znaczy? To znaczy, że jego łydki mogły by zagrać główną rolę w „Troi” oraz w filmie „300tu” i tylko dla efektu lekko zostałyby zroszone potem. W moim mniemaniu taki człowiek jak on, może WSZYSTKO, ponieważ wierzy, że w przypadku rozwoju własnego wszystko jest możliwe. To jest klu całej życiowej rozkminy, znaleźć tą iskrę w sobie i doprowadzić do żaru.

Darek sportem wypełnia swoją codzienność. Trenuje dla realizowania się, dla energii, z której – jak mówi – czerpie moc fizyczną, ale na wyższym poziomie, jakby wszedł już na kolejny etap przeżywania fizycznych możliwości ciała. Na pytanie o motywacje, o cel, odpowiada, że najpierw była potrzeba rozładowania młodzieńczej żywiołowości, cele pojawiły się później. Piłka, sztuki walki, siłownia – to była odskocznia od codzienności. Ta aktywność ewoluowała w poczucie spójności, integralności ciała wobec możliwości. To chyba kolejny etap doznań człowieka parającego się fizyczną aktywnością. Tą moc, która pchała go do działania, czerpie teraz z działania właśnie.

Tak jak trener Darka, Andrzej Firsta, dostrzegł w nim to, czego sam sobie odmawiał – dar mobilizowania innych, tak Darek dostrzega w podopiecznych to, czego my dostrzec nie chcemy – to, że potrafimy i możemy więcej niż sądzimy.

Wiemy, że perpetuum mobile nie jest możliwe, a jednak podejrzewamy jej potencjalność w sytuacji, gdy ustawiając sobie reżim aktywności, ta aktywność daje nam moc, by ten reżim utrzymać, by generować siłę do osiągania wyznaczonych celów. W obliczy różnych form działania i wyrażania się, Darek zweryfikował, iż to sport daje mu najwięcej radości i na sport postawił wszystko. To właśnie doceniam w nim – bezkompromisowość w byciu sobą, w byciu szczęśliwym. Fascynują mnie ludzie, którzy stawiają na siebie, a którzy wykorzystują życie w sposób słuszny, nie mylić z oczywistym, przejawiającym się schematem szkoła- praca – garniak – kariera, obliczona na doznania finansowo-socialne. Ten człowiek eksploatuje się w sposób użyteczny. Motywacją jego nie są wymierne profity, ale uśmiech. Mój uśmiech, uśmiech podopiecznych, z którymi trenuje.

Filozofia jest prosta. Darek pomaga mi przesunąć moje granice, powiększa potencjał, napędza mnie, ja szaleje z radości, a on jest szczęśliwy, ja jestem szczęśliwy, znów on – to nie kończący się łańcuch szczęśliwości plus progres, który dzięki niemu utrzymuje.


Do udziały w Iron Run’ie pchnął go – jak mówi – przypadek. Coś na zasadzie „kolega koleżanki kolegi” powiedział, że jest wyzwanie i …Darek je podjął. Oczywiście wszyscy czeszący się u mnie w salonie wiedzą, że z przypadku to można pomylić lakier do włosów, a nie wygrać tak zacne zawody, niemniej doceniamy skromny sposób opowiadania o swojej karierze. Same statystyki Darka już tak skromne nie są. Nie to jednak tak entuzjastycznie nastawia mnie do tego człowieka. Umówmy się – moje życiowe dystanse odmierzam przyciętymi kocówkami włosa, cieniowanymi pasmami, żyjąc podług takiej miary, trudno mi pojąć moc kilometrów i przewyższeń pokonywanych przez mojego trenera. Ujmuje mnie jego zapał, gorączka działania, jego siła sprawcza, która wabi mnie na sale treningową po całym dniu rzemieślniczej pracy. Zachęta jego mentora, pchnęła go do roli trenera i ziściła się w pasji trenowania innych. Nie wyobrażam sobie właściwszego dopasowania predyspozycji do piastowanego stanowiska. A może to przeznaczenie, które zapisało się pod nazwiskiem Darka. Darek Trener – brzmi jak żart w metryce, a okazało się zobowiązaniem, z którego Darek wywiązał się najlepiej.

Pozostańcie zainspirowani !

Wasz Tomasz Marut

Cicha sprawczyni głośnych metamorfoz

Cicha sprawczyni głośnych metamorfoz, estetka i perfekcjonistka, w pracy łączy wszystkie cechy oddanego swojemu fachowi rzemieślnika oraz artystki o rozwiniętej intuicji tworzenia. Zmysłowość efektu wypracowuje poprzez kunszt działania. To Barbara Pieczara-Książek – fryzjerka, stylistka, kobieta o niezłomnej woli działania. Dla mnie kluczowa postać w panteonie Salonu Stylistów Avant-Après. Basia jest moją koleżanką, kumpelą, przyjaciółką. Razem zaczynaliśmy pracę na początku naszej fryzjerskiej kariery, razem zakładaliśmy nasze prywatne miejsce pracy twórczej, razem – już w sumie jedenaście lat – dzielimy nasze codzienne zmagania. Czas wspólnie spędzany zacieśnia więzi. Dziś z sentymentem myślę o naszych poczynaniach. Nie cukruje rzeczywistości. Nie jesteśmy swoimi pochlebcami. Raczej działamy biegunowo. Continue reading

UNDERCUT – męski look wiosna/lato 2015

Undercut to podstawowe cięcie dla mężczyzn tego sezonu, ikona fryzury na lato 2015. Jest połączeniem dwóch stylów: surowego, wystrzyżonego z lat 30. i 40. oraz bardziej rockowego stylu lat 50.  à’la Teddy Boy.

 

Cechy charakterystyczne fryzury, to częściowe wygolenie z boku plus włosy uniesione lub zaczesane, z przedziałkiem bądź bez. Tu zaprezentowane przez stylistę L’Oréal Professionnel Jamesa Rowe.

Eksplozja trendu UNDERCUT u mężczyzn to efekt połączenia funkcjonalności i stylu. Fryzura jest lekko punkowa, ma siłę wyrazu, ale można w łatwy sposób ją ujarzmić, aby wyglądała klasycznie.

 

Teddy Boys to młodzieżowa subkultura silnie kojarzona z Rock and Rollem, wymykaniem się temu co ustalone i usankcjonowane obyczajem. Styl, sposób czesania, to był sposób bycia. To manifestacja idei, poglądów. Tym jest fryzura – ekspresją osobowości.

„My style. My swag. My look”

UNDERCUT  to wiodący trend sezonu. To odpowiedź na to co aktualne, co modne. Modny jesteś Ty i co określa Ciebie, Twoją osobowość. „My style. My swag. My look.” – wyraź się z nami w Salonie  Stylistów Avant-Après.

Wasz i tylko Wasz Tomasz Marut

Wyjątkowy Look – plecionka na wiosnę/lato 2015

Kolekcja L’Oréal „Wyjątkowy Look” na wiosnę /lato 2015, to katalog fryzur, które wyróżnia zdecydowana forma i śmiałe kreacje. Shag, wet look, bob i powrót do długich włosów a la lata 70t,  to swoisty kolaż tego, co postępowe z sentymentem do tego, co już święciło swoje triumfy. Warkocze, plecionki i sploty – upięte ciasno, lub też noszone luźno – to kolejna oryginalna propozycja na ten sezon.

Klasyczny warkocz, kłos, zapleciony wysoko, czy też noszony nisko, może być elegancki, zmysłowy, może odzwierciedlać styl mieszczańskiej yuppie, gdy nosimy go na przykład na boku.

Kolorowa plecionka (Charmes&Cheveux) to warkocz speciony wysoko i przyozdobiony kolorowymi akcesoriami. To alians etnicznych inspiracji z tym, co klasyczne i eleganckie. Nieważne czy jesteś brunetką, czy blondynką – tego lata nosimy warkocz.

O plecionki i warkocze pytaj w naszym salonie – Salonie Stylistów Avant-Après.

Wasz Tomasz Marut

 

Look & Learn – Marut x Rybacki

Ja i Jacek Rybacki to iloczyn ekspresji i talentu. Rybacki jest postacią, która uosabia wszystkie cechy jakich oczekiwałbym od fryzjera-stylisty, artysty. Pełen twórczej inwencji wspartej doświadczeniem i fachowym podejściem, lubi inspirować się nie tylko tym co piękne, ale także nieprzeciętne i niekonwencjonalne (…dlatego pojawiłem się w jego towarzystwie). Jesteśmy partnerami na fryzjerskiej scenie oraz przyjaciółmi w życiu prywatnym. Reprezentujemy różne temperamenty. Mnie określa niepewność, wahanie, ściszenie i drżący ton głosu. On to godność, ambicja. Codziennym wysiłkiem objawia swoją życiową filozofię, głosi ją jasno i klarownie, bez tego bełkotu „ja, mi, moje, dla siebie”.

W życiu staram się działać tak, jakbym podnosił odpowiedzialność przed nieznanym trybunałem, a jednak on robi to jakoś pełniej, swobodniej. Poczytuje naszą znajomość jako wartość naddaną, która jest efektem bycia fryzjerem. Łączy nas pasja pracy, ubogaca odmienność spostrzeżeń oraz ekspresji. Jego świat fantazji skonstruowany jest z komnat bogato zdobionych, pełnych wyrafinowanych ekspozycji. Gwiazdorzymy czasem w tym teatrze życia. Przy czym on jest jak Audrey Hepburn, która zwykłą wstążką przewiązaną w pasie ustanawia nowy trendy na lata. Ja jestem jak M.M. ekscytującą się podwiewaną sukienką – celebruje codzienne „Marilyn Moments”. Cieszę się tym aliansem bardzo i satysfakcjonuje mnie ta dyspozycja. Dzięki niej nasze artystyczne życie jest jak dzieło – on nadaje mu elegancką formę, ja rabelaisowską fantazję.

Wasz Tomasz Marut

„Nie zmieniaj fryzury, nie, jeśli Ci na mnie zależy” …

Jest taka piosenka, która rozczula i każe mi śpiewać.
„My funny Valentine” to wyznanie, to wzruszenie, to czysta miłość.  W wolnym tłumaczeniu sens jej wyraża się w następujących słowach:

„Moja zabawna Walentynko
Słodka, komiczna Walentynko
Sprawiasz, że się uśmiecham sercem
Twój wygląd jest zabawny
Nie fotografowalny
Jesteś moim ulubionym dziełem sztuki.”

Słodka melodia sama podpowiada słowa piosenki „My funny Valentine”. Ileż treści wypływa z mojej piersi, kiedy śpiewam pod prysznicem. Śpiewam wraz Elą Fitzgerard o tym, że moja  Walentynka jest …jest jak z bogini śmiechu, wpisuje się w greckie kanony piękna, urody i mądrości. Jest elokwentna, urocza, jest moim dziełem sztuki, które podziwiam. (Dodam, że jest także potencjalna, gdyż jej postać wywodzi się z piosenki i istnieje na razie w świecie idei. Niemniej śpiewam o niej afirmując jej wyobrażenie. )

Wers za wersem, takt za taktem, zgadzam się z jej postacią idealną. Nie rozumiem jednak słów, których przetłumaczenie przychodzi mi akurat najłatwiej. „ Nie zmieniaj dla mnie fryzury, nie, jeśli Ci na mnie zależy”.  – Co to jest za fraza? Jak mam to rozumieć? Skąd pośród wzruszających wywodów, osobistych wynurzeń, ten głos absolutu, sakramentalne przykazanie, starotestamentowy ton?

Czy to bojkot fryzjerów, w dniu tak znaczącym jak Walentynki? Przekaz napawa mnie zdumieniem i niepokoi, bo jak podpowiadają kolejne wersy …” Każdy dzień, to Walentynki”. Mam zamknąć salon…?  A może to fetysz? – „Nie zmieniaj fryzury, jeśli Ci na mnie zależy. Ta jest jedyną, którą aprobuje.” Mizoginizm? – „Bądź piękna i upnij włosy. Raz na całe życie.”

Może jest też jest optymistyczna interpretacja tego autorytatywnego nakazu – jak, np.: „Kochanie, widzę, że byłaś u Maruta. Masz piękną fryzurę. Nie zmieniaj jej. Nie, jeśli Ci na mnie zależy.”

Tak mogłoby to wyglądać.
Wesołych Walentynek, bo każdy dzień to Walentynki.

Wasz Tomasz Marut

 

 

Noworoczne notatki zeszłorocznych przemyśleń

 

Zeszłoroczne zdarzenia wciąż rezonują w mojej głowie. Budzę się i zasypiam z jedną myślą: ”Czy naprawdę jesteśmy tyle warci, ile wyłudzone od świata uznanie?” Rozdarcie płytkie, acz intensywne. Dylemat, który targa mną od dłuższego czasu i nie pozwala powrócić do codziennego porządku rzeczy. Zamiast „lajków”, zacząłem liczyć „hejty”.

Koncepcję na swoją pracę mam zacną: nie tworzę dla katalogów. Czeszę ludzi w ogólności, a nie tylko wyselekcjonowane modelki.  Istoty ludzkie charakteryzuje coś z Picassowskiego geniuszu: mają krzywe nosy, wąskie usta, asymetryczne oczy, plus podejrzliwy wyraz twarzy.  Nie umieszczają moich zdjęć w reklamach uśmiechu Colgate’a, ani tekstyliów H&M. Za mało w nich estetyki fotoshopa i huraoptymizmu.

Nie – nie myślcie, że jestem Nikiforem w fryzjerskim świecie kreacji, lub też Zapolską propagującą fryzjerskie lookbooki dla wszystkich. Stylizuje włosy, dbam o ich kondycje, jakość fryzury i wszystko to, co składa się na pierwsze wrażenie – nie moje – ale kobiet, które mówią: „tak, dziś podobam się sobie”.
Wówczas odzywa się dyktatorski głos społeczeństwa: „widziałem lepsze, szału nie ma, nie urywa dupy.” Skondensowana krytyka w zasadzie mogłaby być odpowiedzią na wszystko: zarówno na nową Panią Premier, jak i zastałą rzeczywistość.

Dwie najważniejsze kolekcje 2014 roku Colour of Love oraz Follow The Style zostały zrealizowane z tym samym założeniem: o ludziach, dla ludzi. Kolekcja damska wyszła na wiosnę, męska na jesień. Obydwie przyjęły się, krążą w przestrzeni i stały się inspiracją do dalszej pracy twórczej.

Ja sam zleceń miałem i mam bardzo dużo. Jeździłem ze szkoleniami, stylizowałem i tworzyłem kolekcje, rozwijając swój warsztat powiększałem załogę fryzjerskiego salonu. Ubiegły rok wspominam z zadyszką. Marze o losie anachorety, lub buddyjskim dystansie zwłaszcza wobec głosów, które wciąż chcą bym moim codziennym staraniem, twórczym wysiłkiem, kompensował ich zapotrzebowanie na przyjemność…

 

Wasz Tomasz Marut

Nie wycinajcie drzew w Krakowie – mój prywatny manifest

Nawet uboga nauka Gestalttheorie potwierdza zasadność życia w estetycznie umotywowanym świecie. Jestem częścią całości, która mnie otacza. Ona mnie sankcjonuje i dookreśla. Bez niej jestem jak zagubiony puzzel. Bez kontekstu otoczenia znaczę tyle, ile zaznaczony na nim bohomaz. Pracuję, mieszkam, żyje w Krakowie, w którym odnajduję Rzym Północy. Wybieram to miasto, bo jestem cesarsko usposobiony i tu czuję się adekwatnie.

Na bogów resztek rozumu i przyzwoitości – nie wycinajcie  jednak ostatnich drzew, nie chowajcie trawników pod betonem. Asfalt nie jest przedmiotem zadumy, nie krzepi. Okno mojego mieszkania cieszy mnie nie ze względu na framugę i zawiasy. To widok drzew, zielonej przestrzeni mieniącej się listowiem, był esencją mojego codziennego zachwytu. Wycięto mój osobisty pomnik natury, znak, że jestem częścią zmieniającej się przyrody, że żyje podług rytmu pór roku. Nie ma nic i nic już nie ma sensu. Kawa jest ciemną cieczą, a była moim rytuałem, gdy siedząc na balkonie w koronie drzew mogłem przyjąć schronienia na kilka chwil ciszy.

Deweloperskie wykwity, sekrecja wątpliwej polityki miasta, przytłaczają pospolitym wyrazem. To ornamentyka drzew i szum liści koi urazy i zadry codzienności. Chcę czegoś więcej w tym życiu, niż „pin i zielony”. Nie jestem tylko konsumentem, potrzebuję czasem trywialnej otuchy, potrzebuję moich drzew za oknem.

Wasz Tomasz Marut

Broda vs Follow The Style

Męski zarost to jeden z najbardziej dynamicznych trendów sezonu. Kamil Gwara – model naszej kolekcji Follow The Style wpisuje się w lumbersexualny trend, którego pierwowzorom mają być postawni mężczyźni w flanelowych koszulach z lasów Miennsoty.

Jasny, wyczesany włos, zadbana i wystrzyżona broda oraz bystre spojrzenie, czynią Kamila raczej podobnym do Hetmana Czarnieckiego – ideału polskiego szlachcica, przypominając tym samym, że w naszej kulturze zarost nie jest nowinką z zza oceanu, ale elementem tradycji.

Pocieniowane, dłuższe z przodu, krótsze po bokach włosy, kontrapunktują z precyzyjnie wystrzyżoną brodą nadając wyrazistości stylizacji, ale też  siły męskiej ekspresji.

Continue reading