Tomasz Marut, hair strobing

ROCK ‘N’ STROBE

Strobing to nowość w technice koloryzacji włosów, która została stworzona po to, by w jak najbardziej naturalny sposób zaakcentować atuty fryzury oraz … twarzy. Strobing polega na rozświetleniu pasm włosów poprzez operowanie tonacjami danego koloru. Piszę o nim, bo pomimo iż technika ta jest bardzo efektowna, w Polsce nie wypłynęła na fali wiosennych trendów. Jednak jesień – jesień błyszczy we włosach najpiękniej.

 

Strobin w październiku ???

Tomasz Marut - Strobin

Nazwa Strobing wywodzi się z fotografii i oznacza fotografowanie z lampą błyskową. Podobny efekt daje ta koloryzacja – rozjaśnienia rozmieszczamy w tych miejscach, w których blask słońca, czy lampy padłby naturalnie. Nie są to jednak zwykłe refleksy – to co wyróżnia tą usługę, to jej spersonalizowany wymiar. Polega on nie tylko na doborze indywidualnych odcieni do naturalnego koloru włosów, ale także uwzględnia specyfikę kształtu twarzy, narzucający się styl, po to by uzyskań jak najlepszy rezultat. Stosując tą technikę koloryzacji możemy stworzyć na włosach taki poblask, aby akcentował nasze piękne oczy, czy kości policzkowe. To jest tak, jakbyśmy wystawiali na światło reflektorów swoje najlepsze cechy urody.

13820590_1338533599509385_667331090_nW tym względzie jest to koloryzacja nie „dla wszystkich”, ale dla każdej klientki z osobna – każdy z nas jest inny, i inaczej prezentuje się w blasku flesha. Stylista, niczym fotograf, potrafi uzyskać to „najlepsze ujęcie”.

Obszar skojarzeń każe nam identyfikować tego typu rozjaśnienia z blondami. Mamy taki pomysł, że włosy blond w słońcu zyskują szczególnie. Nie bez powodu mówimy o kalifornijskim blondzie, czy słonecznych refleksach. Jednak co do fleszu światła lampy, rozbłyskuje ono na każdym kolorze i właśnie taki efekt „zatrzymuje” na włosach poprzez Strobing.

Ta metoda koloryzacji może wydać się skomplikowana, bo jest bardzo techniczna, jednak jej zaletą jest to, że pozostaje uniwersalna. Długie włosy w pełni pozwalają posługiwać się efektem głębi, odwoływać do doświadczeń znanych z contouring’u, operować „światłem” i „cieniem” (rezultat uzyskiwany poprzez stosowanie dwóch tonacji jaśniejszych i dwóch tonacji ciemniejszych), podkreślać fakturę fryzury, co udało mi się osiągnąć w stylizacji, np. rudych loków.

Ale uniwersalność tej techniki polega na tym, że świetnie sprawdza się także na krótkich włosach. Ta gra tonacji powoduje, że pewne obszary zyskują większą przyczepność uwagi, kiedy je rozświetlimy, lub nadamy blasku, po to by odciągnąć wzrok, od tych, których eksponować nie chcemy (…zabieg często stosowany w make-up’ie).

Strobing nie jest formą totalnej przemiany, absolutnej metamorfozy, ale jeśli zależy Ci na naturalnym podkreśleniu swojego uroku, chcesz optycznie rozjaśnić twarz, dodać wymiaru włosom, to ta technika jest jak najbardziej pożądana.

Zapraszam do salonu – Wasz Tomasz Marut

szepnij słówko

Stylistki salonu Avant-Après wiodą prym

Zdaję sobie sprawę, iż pracuje z wybitnymi jednostkami. Wiem, że jeśli ktoś dobrze wykonuje swoją pracę w ramach stanowiska w salonie, to dobrze ją również wykona przystępując do realizacji stylizacji zadanej w konkursie.  To nie egotyzm, czy megalomania przemawia przeze mnie teraz. Zespół fryzjerów jest dobry jeśli jest wstanie przejść ponad zawieszoną przeze mnie poprzeczką. Ten laur nie łatwo zdobyć, ale też nie przyznaje go tylko swojemu salonowi.

Rynek fryzjerstwa rozkwita, a konkursy takie jak L’Oréal Color Trophy zyskują poprzez  niebagatelny poziom prac. Przez ostatnie lata już wiele takich stylizacji powstało w salonie Avant-Après. Tym bardziej ta atmosfera podekscytowania i kreacji stała się naturalną i obowiązującą w naszych murach. To sprzyja fryzjerskiej fantazji, która nie tyle nie zna granic, co odznacza się subtelną elegancją i lekkością formy. A jednak wieść o zwycięstwie Agnieszki Reginy-Łatki (1 miejsce w kategorii Kolor i Stylizacja) oraz Klaudii Matysiak (2 miejsce w kategorii Kolor i Stylizacja) była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Gremium bynajmniej nie folgujące wymogom w kwestii estetyki i techniki uznało prace tych Stylistek za spełniające najwyższe oczekiwania. To natomiast przekracza moje oczekiwania – stąd zaskoczenie być może, bo – rzecz jasna – talent ich jest niepodważalny.

Aga Regina Łatka - pierwsze miejsceAga Regina Łatka wydobyła piękno zestawienia dwóch tonacji koloru. Fale spływające spokojnym, obłym skrętem do ramion to uznanie piękna form klasycznych. Wyważone proporcje, idealne zespolenie formy i koloru pozwoliło uchwycić piękno – nie tylko stylistycznej kompozycji, ale kobiety, której skromne spojrzenie koresponduje z subtelnością formy wyrazu. Prace Agi niczym prace klasycznych rzeźbiarzy każą się przy nich zatrzymać. One uwodzą! Może dlatego że oddają ducha samej Stylistki – sami widzicie, jak piękny on jest.

Klaudia Matysiak - drugie miejsceStylizacja Klaudii Matysiak to powiew świeżości. Tworząc w klimatach, które są bardzo w moim guście, śmiałe pomysły ubiera w formę wciąż wpisujące się w kanon elegancji. Jest tu pazur, jest coś z ulicznego Punka, jest śmiałość działania i młodzieńczy bunt …ale zrobione to jest z takim smakiem,  że śmiało zaproponowałbym ten typ uczesania swojej Mamie.

W stylizacjach, które zostały wyróżnione trzema pierwszymi miejscami nie ma przesady, nie ma ekstrawagancji z tą jej całą nachalnością pomimo, że nie brak tu kontrastów. Tym bardziej jestem dumny, że dwie z trzech prac, które wskrzeszają mój aplauz powstały w Salonie Stylistów Avant-Après, a wszystkie wyróżniają Kraków na mapie polskiego (jak dla mnie nawet światowego) fryzjerstwa.

Duma, radość, ale także nowa dawka energii do dalszej pracy. Takie piękno zawsze inspiruje!

Brawo dla Artystek. Dobrze, że nadszedł czas oficjalnego uznania – pielęgnujcie w sobie ten stan aprobaty dla swoich działań.

Wasz Tomasz Marut

szepnij słówko

Ten artykuł jest bez zdjęcia

Fotografia jako wynalazek stała się sposobem „przeżywania” czegoś. Kolekcjonujemy zdjęcia, żeby nagromadzić sobie wrażeń. Na portalu społecznościowym znalazłem album, będący (dla mnie będący) fotograficzną relacją z podróży po Stanach Zjednoczonych. Czy jednak tym samym jest dla jego autora? Czy fakt, że mam wgląd w czyjeś śniadanie, przejażdżkę windą, rozgardiasz w łóżku jest świadomą twórczością, czy nadawaniem trywialnym sytuacjom znaczenia poprzez uchwycenie ich na zdjęciu i podbicie jego statusu ilością serduszek, czy też „lajków”?

Piękne widoki kanionów, dolin i parków uchwycone w wysokiej rozdzielczości rozbudzają chęć rzucenia pracy i wyjazdu w świat. Ta tęsknota jest już we mnie, to tęsknota za zmianą, za naturą, za byciem bliżej tego co jest jeszcze pierwotne i czyste w naszym środowisku, nie spreparowane. W ten sposób odbiór oglądanego zdjęcia, nie jest spójny z intencją autora, który chciał zaświadczyć o tym, że to co ja widzę na obrazku, on zobaczył w realu.  Lecz czy ta ambicja obrazu nie redukuje naszych celów podróżniczych do punktów widokowych? Czy udało mu się spłynąć rzeką, poczuć zimną wodę tryskającą w upalnym dniu na jego twarz i twarz towarzyszy w pontonie? (Czy komuś udało zakochać się nad Niagarą?) Czy poznał ludzi, którzy ugościli go w swoim domu i pozwolili doświadczyć ich codzienności – tej, po którą lecimy na inny kontynent?

Podróż staję się strategią gromadzenia zdjęć. Nie jest wyjazdem „stąd”, pozostawieniem tego co właściwe dla miejsca wyjazdu za sobą. Lecimy z pomysłem spełnienia wszelkich założeń jakie nałożyło na nas społeczeństwo, lecimy z pomysłem jak nasza podróż powinna wyglądać i w tej ramie pozwalamy sobie na „wolność” – wolność gromadzenia obrazów, które już widzieliśmy w Internecie.

Na tym samym portalu znalazłem inny profil. Człowieka, którego znajoma poznała zabierając go na stopa. Już trzeci tydzień podróżuje po Bałkanach. Na jego profilu nie ma zdjęć. Chłopak pisze „doświadczam dziedzictwa Jugosławii”,  „moje osobiste doświadczenia mijają się z tym, co czytałem”, „unikam głównych dróg w Serbii. Jest wifi i działa. To już znam”.  Ten chłopak nie tropi  wyobrażeń wygenerowanych przez media, porzuca drogi, które przypominają mu to co zna z pocztówek, bo …”na tych pocztówkach nie ma ludzi”.

Za mało w nas Marco Polo. Za mało tego co nawet uosabiał rodzimy Kazimierz Nowak jeżdżąc po Afryce rowerem. Sami redukujemy się do zdjęć, do widoków za naszymi plecami tym samym uzupełniając setną odbitką ten sam widok w archiwach Google.

Album z podróży po USA ma znamienną nazwę „The end of the world will be instagrammed” – może to już jest koniec, koniec świata jaki pielęgnuje w mojej głowie.

Tyle z moich przemyśleń z podróży

Wasz Tomasz Marut

PS. Nie wrzucam zdjęć – znajdziecie je pod hasłem „Pekin grafika”.

 

 

 

szepnij słówko

Martyna Bryk – 10 lat niesamowitości

Martyna Bryk to talent oczywisty, utytułowana stylistka, trendsetterka w świecie fryzjerstwa. Jeśli tylko odkrywała w sobie predyspozycje, by uzewnętrznić nieograniczoną fantazję, nigdy nie  wahała się podjąć realizacji drzemiącego w niej potencjału. Jednak jej kariera nie rysowała się tak prostolinijnie. Każda dziedzina artystycznej kreacji rozbudzała w niej chęć tworzenia, a dziedzin tych było sporo. Jej droga do statusu Mistrzyni Polskiego Fryzjerstwa przemknęła nawet przez zespół muzyczny, w którym grała ze sporym zaangażowaniem. Z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że był to epizod, ale ta potrzeba artystycznego wyrazu pozostała integralną częścią jej osobowości.

Martynę Bryk poznałem w Barcelonie. Atmosfera miejsca sprzyja nawiązywaniu znajomości, ale to jej urok osobisty budził największą sympatię. Od tego czasu nasze ścieżki już często się splatały i nie przesadzę, jeśli powiem, że fakt ten w sposób fantastyczny uświetnia moje życie. Jej talent, wola pracy i rozwoju wciąż działa budująco – myślę, że nie tylko na mnie.

Przekonałem się o tym, korzystając z zaproszenia na jubileusz dziesięciolecia pracy Martyny. Zespół osób współorganizujących imprezę-show epatował tym samym nastawieniem, który cechuje perfekcja nieznająca kompromisu. Mocne stanowisko realizowania świadomie obranego celu piastują także współpracownicy Martyny.

Jej prace cieszą się uznaniem w wymagającym świecie stylistów. Jej nazwisko jest znane każdej fryzjerskiej osobowości. Podbiła niejedną scenę, a jednak nie odżegnuje się od pracy w swoim salonie w Płocku, na rzecz tej, która wabi światłem reflektorów. Continue reading

szepnij słówko

Światowe Dni Młodzieży – jest inaczej

„Bóg” piszę z dużej litery tylko na początku zdania. Nie jestem bogobojny, ani żaden ze mnie materiał na katolika. Dogmaty, nauki, wewnętrzna logika – trzeba na to ogromnej pokory. Przygotowania do Światowych Dni Młodzieży zgrupowały mnie po stronie malkontentów: będą śmieci, będzie tłoczno, będą korki, będzie głośno. Kontynuowałem bez pauzy, zbijając kontrargumenty demagogicznymi frazesami. Dziś przyznaje, że czasem zbyt na czczo puszczam parę z ust.

Światowe Dni Młodzieży odczarowały moje rozumowanie, odczarowały Kraków, ukazując jakąś bardziej atrakcyjną stronę tego miasta – jest nią możliwość spotkania drugiego człowieka. Wiem to niby z wypadów do barów. Ale że mogę w tym wszystkim spotkać samego siebie, ja, który prę do przodu, więcej, więcej, drożej? Patrzę na pielgrzymów. Wstyd mi. Czy mam odwagę się zatrzymać? Posłuchać siebie?

Było w tym coś niezmiernie prawdziwego, coś co wyrastało niepomiernie ponad wszelaką trywialność życiową. Natura tego wydarzenia była jak pierwszy wiosenny powiew odwilży. Nie pierwszy w tym roku, ale pierwszy w ogóle. Od czasu Światowych Dni Młodzieży żyje w tym klimacie bez przerwy. Usta mam pełne smaku, nozdrza czują zapachy. Może gdybym był wierzący powiedziałbym, że znalazłem się w wpływie jakiejś łaski. Czegoś co porywa i daje siły, nie tej wynikającej z mojego samozaparcia, ambicji, systematyczności i innych fortec zabezpieczeń psychicznych i materialnych, tylko tej z obserwacji ludzi szczęśliwych – tak najprościej radosnych, jak Tauregowie z Sahary, których poziom zadowolenia wynika nie z posiadania, ale z bycia właśnie. Lub bliżej, jak Brazylijczyk, który wydał wszystkie swoje oszczędności by być tu, by na krawężniku przed moim salonem jeść bułkę zakupioną za ofiarowany talon. To bliżej pozwoliło mi poczuć, poznać wartość czegoś, co postrzegałem jako efemeryczny bzdet. Byłem światkiem jakiejś unii, zjednoczenia ludzi, miejsca, czasu. Na tle dzisiejszych wydarzeń to ma wymowę argumentu, którego nie można ominąć, choćby się go nie rozumiało.

Wasz Tomasz Marut

szepnij słówko

#lookbook_L’Oréal_Professionel – stylizacja numer 6

 

Najbardziej awangardowa stylizacja w całym lookbooku. Elfie ucho, krótka grzywka to mój pomysł na odmienną formę.  Awangarda we włosach to także szalony kolor. Wibrują tu odcienie miedzi, różu i ostrej czerwieni, a jednocześnie kolor daje wrażenie zsynchronizowanej w tonacjach kompozycji.

Poniżej prezentuję kolejną stylizacje z katalogu stworzonego do Lookbook’a L’Oréal Professionel 2016.

Fryzura wpisuje się w tzw. street art style, to nie znaczy, że każda z Was będzie śmiała wyjść w takiej stylizacji na ulice.  Elfie ucho w niestandardowych kolorach to aranżacja formy i barwy dla wybranych.

Wasz Tomasz Marut

 

szepnij słówko
Tomasz Marut

Z cyklu „Myśli wyczesane” czyli zwrot do moich Adeptów

Świat wewnętrznych przemyśleń fryzjera jest bardziej rozczochrany niż włosy, które czesze. Jest to świat, który nieustanie konfrontuje się z dynamicznie zmieniającą się rzeczywistością. Wydaje się, że moja praca ma charakter stacjonarny, że wciąż jestem w jednym salonie, przy jednym stanowisku, że monotonnie, jak przy taśmie Forda, odświeżam stylizacje kolejnych „głów”.

Mój salon ewoluuje. Kiedy otwierałem go byłem pełen napięcia, czy się uda, czy podołam przedsięwzięciu, czy połączę własne ambicje, z obowiązkami i z zobowiązaniami. Dziś jest to miejsce bezpieczne, które buduje cały zastęp stylistów; część z nich to wychowankowie Salonu Avant-Après, część dołączyła do zespołu uświetniając jego pracę. Jest to miejsce naddatku, bezpieczne atelier mojej pracy twórczej, gdzie powstają pomysły, które mogę realizować na szerszej scenie fryzjerskiej, gdzie rozwijam warsztat pracy, z którego mogą korzystać młodzi adepci sztuki fryzjerskiej.

Gdyby w kluczowym momencie mojego spełnienia zawodowego, jakiś dziennikarz prominentnej gazety zapytał mnie skąd czerpię inspiracje do pracy, odpowiedziałbym: pomysły biorę zewsząd. I ten wątek mógłbym rozwijać. Ale moje aspiracje, inspiracje i zapędy byłyby warte tyle co sól kuchenna, gdyby nie ustawiczny wysiłek i mnóstwo pracy – wytężonej pracy.

Wsparciem były dla mnie moje umiejętności. Nie poświęcałem zbyt dużej uwagi moim – nazwijmy to po imieniu – wadom i pewnym brakom, chociaż byłe ich świadomy. Nie pozwoliłem też, aby przysłoniły mi one moje mocne strony – na nich raczej się skupiłem.
Jak japońscy managerowie wychowani w duchu Kaizen, jakość świadczonych przeze mnie usług, zacząłem obwarowywać jakością swojego życia.

Eksponowałem się na wszystkie doświadczenia, które pomagały mi nie tylko rozwinąć moje zaplecze pracy, ale także nabrać pewności działania. Selekcjonowałem wrażenia, wybierałem szkolenia, mistrzów fryzjerskiego fachu, organizowałem życiową przestrzeń tak, by żyć w atmosferze twórczego pobudzenia.

Do dziś kolekcjonuje w pamięci nowe propozycje, kataloguje pomysły, reorganizuje usankcjonowane style. Nabyte lookbooki gromadzę jak moja babcia żywoty świętych. Nawet te, które sam tworzę poddaje rozważaniom. Dzięki temu nauczyłem się być krytycznym dla siebie, ale także wyrozumiały (…nauczyłem też śmiać się z siebie i wygląda na to, że będę się śmiał do końca życia).
Przyznajmy to razem – nie jesteśmy fryzjerami z boskiego namaszczenia. Jest to kwestia decyzji i pewnej konsekwencji. Jestem autorem także tych stylizacji, których nie chciałbym pokazywać. Te „wpadki” nauczyły mnie najwięcej – dzięki nim wiem, które ścieżki realizacji mam omijać, gdzie stawiać granice mojej wyobraźni, a gdzie jej folgować.

Teraz, kiedy staje za plecami klientki, spoglądając w ramę lustra, wiem, jakiego szlifu wymaga jej fryzura. To siła doświadczenia, które uzyskałem z czasem. Nikt się z nim nie rodzi, ale każdy może je nabyć – w tym względzie mamy równe szanse na to, co nazywamy sukcesem -sukcesem spełnienia.

Wasz Tomasz (Maximus) Marut

 

szepnij słówko

#lookbook_L’Oréal_Professionel – stylizacja numer 5

 

Natura wie co piękne. Rude, naturalne loki potrzebowały jedynie odpowiedniego muśnięcia kolorem. Odpowiedni wybór tonacji i technik koloryzacji nadaje włosom objętość i głębie.  Strzyżenie podkreśla naturalny skręt włosa. 

Poniżej prezentuję kolejną stylizacje z katalogu stworzonego do Lookbook’a L’Oréal Professionel 2016. Tak wyglądają oszlifowane diamenty.

Wasz Tomasz Marut

szepnij słówko
13325586_508763192648838_1973548009618339018_n

#lookbook_L’Oréal_Professionel – stylizacja numer 4

 

O efekcie fryzury stanowi alians koloryzacji z cięciem. Czerwień, miedzie i fiolety – piękna, ale skomplikowana konfiguracja barw wymaga wyczucia. Mocne kolory kontrastują z odcieniami mokka. Wszystko to wykonane ultradelikatną koloryzacją Inoa. Strzyżenie to hit tego sezonu – lata 90 w nowej odsłonie. Fryzura z charakterem, która zdradza moje upodobania do niestandardowych stylizacji.

Poniżej prezentuję kolejną stylizacje z katalogu stworzonego do Lookbook’a L’Oréal Professionel 2016.

Wasz Tomasz Marut

 

szepnij słówko

#lookbook_L’Oréal_Professionel – stylizacja numer 3

Charakter, wyraz, oryginalność.  Skomplikowana wielowymiarowa koloryzacja Mokka i  Inoa Carmilane nastawiona jest na niepowtarzalne wrażenie. Efekt koloru współgra ze strzyżeniem. Cięcie inspirowane latami 90tymi – w nowej technice, w nowym ujęciu.

Poniżej prezentuję kolejną stylizacje z katalogu stworzonego do Lookbook’a L’Oréal Professionel 2016.

Fryzura wyrazista, lekka, możliwa do modelowania na wiele sposobów – od prostych włosów po bujne skręty. Ta stylizacja to wyraz idei, która przyświeca mi w pracy stylisty – tworzyć niepowtarzalne, autorskie fryzury. Kiedy podczas przesłuchania zapytano Elvisa Presleya, do kogo podobny jest jego wokal, muzyk odpowiedział „śpiewam jak nikt do tej pory.”

Rock&Roll your hair – do zobaczenia w salonie.

Wasz Tomasz Marut

szepnij słówko