Miesięczne archiwum: Wrzesień 2016

ROCK ‘N’ STROBE

Strobing to nowość w technice koloryzacji włosów, która została stworzona po to, by w jak najbardziej naturalny sposób zaakcentować atuty fryzury oraz … twarzy. Strobing polega na rozświetleniu pasm włosów poprzez operowanie tonacjami danego koloru. Piszę o nim, bo pomimo iż technika ta jest bardzo efektowna, w Polsce nie wypłynęła na fali wiosennych trendów. Jednak jesień – jesień błyszczy we włosach najpiękniej.

 

Strobin w październiku ???

Tomasz Marut - Strobin

Nazwa Strobing wywodzi się z fotografii i oznacza fotografowanie z lampą błyskową. Podobny efekt daje ta koloryzacja – rozjaśnienia rozmieszczamy w tych miejscach, w których blask słońca, czy lampy padłby naturalnie. Nie są to jednak zwykłe refleksy – to co wyróżnia tą usługę, to jej spersonalizowany wymiar. Polega on nie tylko na doborze indywidualnych odcieni do naturalnego koloru włosów, ale także uwzględnia specyfikę kształtu twarzy, narzucający się styl, po to by uzyskań jak najlepszy rezultat. Stosując tą technikę koloryzacji możemy stworzyć na włosach taki poblask, aby akcentował nasze piękne oczy, czy kości policzkowe. To jest tak, jakbyśmy wystawiali na światło reflektorów swoje najlepsze cechy urody. Continue reading

Stylistki salonu Avant-Après wiodą prym

Zdaję sobie sprawę, iż pracuje z wybitnymi jednostkami. Wiem, że jeśli ktoś dobrze wykonuje swoją pracę w ramach stanowiska w salonie, to dobrze ją również wykona przystępując do realizacji stylizacji zadanej w konkursie.  To nie egotyzm, czy megalomania przemawia przeze mnie teraz. Zespół fryzjerów jest dobry jeśli jest wstanie przejść ponad zawieszoną przeze mnie poprzeczką. Ten laur nie łatwo zdobyć, ale też nie przyznaje go tylko swojemu salonowi.

Rynek fryzjerstwa rozkwita, a konkursy takie jak L’Oréal Color Trophy zyskują poprzez  niebagatelny poziom prac. Przez ostatnie lata już wiele takich stylizacji powstało w salonie Avant-Après. Tym bardziej ta atmosfera podekscytowania i kreacji stała się naturalną i obowiązującą w naszych murach. To sprzyja fryzjerskiej fantazji, która nie tyle nie zna granic, co odznacza się subtelną elegancją i lekkością formy. A jednak wieść o zwycięstwie Agnieszki Reginy-Łatki (1 miejsce w kategorii Kolor i Stylizacja) oraz Klaudii Matysiak (2 miejsce w kategorii Kolor i Stylizacja) była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Gremium bynajmniej nie folgujące wymogom w kwestii estetyki i techniki uznało prace tych Stylistek za spełniające najwyższe oczekiwania. To natomiast przekracza moje oczekiwania – stąd zaskoczenie być może, bo – rzecz jasna – talent ich jest niepodważalny.

Aga Regina Łatka - pierwsze miejsceAga Regina Łatka wydobyła piękno zestawienia dwóch tonacji koloru. Fale spływające spokojnym, obłym skrętem do ramion to uznanie piękna form klasycznych. Wyważone proporcje, idealne zespolenie formy i koloru pozwoliło uchwycić piękno – nie tylko stylistycznej kompozycji, ale kobiety, której skromne spojrzenie koresponduje z subtelnością formy wyrazu. Prace Agi niczym prace klasycznych rzeźbiarzy każą się przy nich zatrzymać. One uwodzą! Może dlatego że oddają ducha samej Stylistki – sami widzicie, jak piękny on jest.

Klaudia Matysiak - drugie miejsceStylizacja Klaudii Matysiak to powiew świeżości. Tworząc w klimatach, które są bardzo w moim guście, śmiałe pomysły ubiera w formę wciąż wpisujące się w kanon elegancji. Jest tu pazur, jest coś z ulicznego Punka, jest śmiałość działania i młodzieńczy bunt …ale zrobione to jest z takim smakiem,  że śmiało zaproponowałbym ten typ uczesania swojej Mamie.

W stylizacjach, które zostały wyróżnione trzema pierwszymi miejscami nie ma przesady, nie ma ekstrawagancji z tą jej całą nachalnością pomimo, że nie brak tu kontrastów. Tym bardziej jestem dumny, że dwie z trzech prac, które wskrzeszają mój aplauz powstały w Salonie Stylistów Avant-Après, a wszystkie wyróżniają Kraków na mapie polskiego (jak dla mnie nawet światowego) fryzjerstwa.

Duma, radość, ale także nowa dawka energii do dalszej pracy. Takie piękno zawsze inspiruje!

Brawo dla Artystek. Dobrze, że nadszedł czas oficjalnego uznania – pielęgnujcie w sobie ten stan aprobaty dla swoich działań.

Wasz Tomasz Marut

Ten artykuł jest bez zdjęcia

Fotografia jako wynalazek stała się sposobem „przeżywania” czegoś. Kolekcjonujemy zdjęcia, żeby nagromadzić sobie wrażeń. Na portalu społecznościowym znalazłem album, będący (dla mnie będący) fotograficzną relacją z podróży po Stanach Zjednoczonych. Czy jednak tym samym jest dla jego autora? Czy fakt, że mam wgląd w czyjeś śniadanie, przejażdżkę windą, rozgardiasz w łóżku jest świadomą twórczością, czy nadawaniem trywialnym sytuacjom znaczenia poprzez uchwycenie ich na zdjęciu i podbicie jego statusu ilością serduszek, czy też „lajków”?

Piękne widoki kanionów, dolin i parków uchwycone w wysokiej rozdzielczości rozbudzają chęć rzucenia pracy i wyjazdu w świat. Ta tęsknota jest już we mnie, to tęsknota za zmianą, za naturą, za byciem bliżej tego co jest jeszcze pierwotne i czyste w naszym środowisku, nie spreparowane. W ten sposób odbiór oglądanego zdjęcia, nie jest spójny z intencją autora, który chciał zaświadczyć o tym, że to co ja widzę na obrazku, on zobaczył w realu.  Lecz czy ta ambicja obrazu nie redukuje naszych celów podróżniczych do punktów widokowych? Czy udało mu się spłynąć rzeką, poczuć zimną wodę tryskającą w upalnym dniu na jego twarz i twarz towarzyszy w pontonie? (Czy komuś udało zakochać się nad Niagarą?) Czy poznał ludzi, którzy ugościli go w swoim domu i pozwolili doświadczyć ich codzienności – tej, po którą lecimy na inny kontynent?

Podróż staję się strategią gromadzenia zdjęć. Nie jest wyjazdem „stąd”, pozostawieniem tego co właściwe dla miejsca wyjazdu za sobą. Lecimy z pomysłem spełnienia wszelkich założeń jakie nałożyło na nas społeczeństwo, lecimy z pomysłem jak nasza podróż powinna wyglądać i w tej ramie pozwalamy sobie na „wolność” – wolność gromadzenia obrazów, które już widzieliśmy w Internecie.

Na tym samym portalu znalazłem inny profil. Człowieka, którego znajoma poznała zabierając go na stopa. Już trzeci tydzień podróżuje po Bałkanach. Na jego profilu nie ma zdjęć. Chłopak pisze „doświadczam dziedzictwa Jugosławii”,  „moje osobiste doświadczenia mijają się z tym, co czytałem”, „unikam głównych dróg w Serbii. Jest wifi i działa. To już znam”.  Ten chłopak nie tropi  wyobrażeń wygenerowanych przez media, porzuca drogi, które przypominają mu to co zna z pocztówek, bo …”na tych pocztówkach nie ma ludzi”.

Za mało w nas Marco Polo. Za mało tego co nawet uosabiał rodzimy Kazimierz Nowak jeżdżąc po Afryce rowerem. Sami redukujemy się do zdjęć, do widoków za naszymi plecami tym samym uzupełniając setną odbitką ten sam widok w archiwach Google.

Album z podróży po USA ma znamienną nazwę „The end of the world will be instagrammed” – może to już jest koniec, koniec świata jaki pielęgnuje w mojej głowie.

Tyle z moich przemyśleń z podróży

Wasz Tomasz Marut

PS. Nie wrzucam zdjęć – znajdziecie je pod hasłem „Pekin grafika”.