Miesięczne archiwum: Lipiec 2013

Toni&Guy – moje ewolucje.

Gdyby w kluczowym momencie mojego spełnienia zawodowego, jakiś dziennikarz prominentnej gazety zapytał mnie skąd czerpię inspiracje do pracy, odpowiedziałbym: pomysły biorę zewsząd.

Tomasz Marut, stylizacje, isnpiracje
Toni&Guy – moje inspiracje. Zdjęcie udostępnione za toniandguy.com.

Jak japońscy managerowie wychowani w duchu Kaizen, jakość świadczonych przeze mnie usług, obwarowuję jakością swojego życia.

To nie to, że ścięta w zakos grzywka, jest wynikiem obserwacji potłuczonej filiżanki (chociaż taka atomizacja bliskiego mi przedmiotu wprawia mnie w pięciosekundową zadumę), a nowa koloryzacja stanowi bezpośrednie przetransponowanie barw z zamiatanych przeze mnie piór mojej papugi (papudze nic nie jest, czasem tylko gubi pióra).

Raczej chodzi o to, że selekcjonuje wrażenia, wybieram szkolenia, mistrzów fryzjerskiego fachu, organizuje przestrzeń tak, by żyć w atmosferze twórczego pobudzenia.

Continue reading

Czemu nikt nie ratuje kasztanów?

„Czemu nikt nie ratuje kasztanów?” –  pytam w poście na moim prywatnym profilu, a wszyscy jednogłośnie „lubią to”. Odnajduje w tym wyraz potwierdzenia słuszności mojego zafrapowania. Frapujcie się ze mną, uwrażliwiając się na przestrzeń waszego egzystowania. Zobaczcie jak wyglądają krakowskie kasztany!

Nie jestem monadą wolną od okoliczności, od kontekstów, od konkretnych relacji – zamknięty i nieprzepuszczalny pierwiastek ignorujący.  Ja absorbuje, czuję, ja oddycham pięknem mnie otaczającym.

Kiedy widzę usychające kasztany, ich poranione liście, przeżywam wszystkie cztery fazy smutku. Jak w kondukcie żałobnym, idę do pracy aleją drzew zapomnianych i nikt nie klęka, nie ściąga czapki z głowy.
Gdy ginie drzewo wyrywam progi z drzwi i odwracam krzesła do góry nogami – to są moje pomniki dla ich upamiętnienia. Chcę przypomnieć  o zieleni, kwitnącym białym kwiatostanie, o kasztanku, który chowacie do swojej kieszeni.

Małość szkodników odpowiedzialnych za ich śmierć, przejawia się w tym, że są małe. Z ludźmi jest zgoła inaczej. To obojętność ujmuje naszej wielkości. Dlatego  bijcie w dzwony, pociągajcie za sznury od bielizny, nastawcie czajniki z gwizdkami – niech gwiżdżą na alarm dla ratowania drzew, by znów zakwitły nam kasztany!


Wasz Tomasz Marut

Nie ukrywajmy tego dłużej…nie dostałem się do finału konkursu L’Oréal Color Trophy 2013

Są dni bez satysfakcji i tego poloru, kiedy dla pocieszenia śpiewam pod prysznicem piosenkę Jamie’go Cullum’a „So baby when I get famous everybody’s gonna see…”. Śpiewam na dwa głosy, momentami regularnym kanonem. Mydlę sobie oczy i stwarzam perspektywę rozwijając czerwony ręcznik pod umywalką. Na sukces trzeb być przygotowanym: szoruję zęby i prężę muskuły między wystającymi żebrami.

Dziś jednak jestem załamany. Bezwarunkowo wysyłam do wszystkich sms’y dokładnie tej samej treści. Za każdym razem, kiedy przychodzi oficjalna informacja o mojej nie-wygranej (…a taka przyszła w poniedziałek), moja samoocena klęka. Wiję się pod tą umywalką w kłębku niedocenienia, ssę kciuka i wstaję by w lustrze zobaczyć, jak z tym wyglądam.

W momencie trzeźwieję – nie mogę pozwolić sobie na pielęgnowanie równie głupiego grymasu na twarzy. Duszkiem spijam płyn do pukania jamy ustnej – chcę nabrać świeżego wyrazu. Z brzegiem butelki między ustami rozglądam się rutynowo po łazience, jakby w poszukiwaniu znaku, który do tej pory przeoczyłem, a który miałby odmienić moją egzystencję lub przynajmniej werdykt komisji L’Oréala. Narcystyczna osobowość naszych czasów płacze we mnie. Śpiewam więc „you will gonna rise” i podnoszę włosy na żelu.

Wychodzę do pracy, Kochani. Jeśli chcecie zobaczyć moje zdruzgotanie, stańcie przed witryną salonu i nie palcując szyb, wysuńcie otwartą dłoń w moją stronę. Niech masuje moje zbolałe ego.

Wasz Tomasz Marut.

Tomasz Marut, Avant-Après, L'Oreal, Color Trophy
Ewidentnie zafrapowani kunsztem propozycji stylistów salonu Avant-Après. A jednak inni okazali się lepsi. Serdeczne gratulacje! Także dla Krzysztofa Cichego, który jako jedyny z naszego zespołu dostał się do finału. Fot. za colortrophy.pl.