Miesięczne archiwum: Maj 2013

Galeria prac konkursowych The Next Style Master. Ikony piękna – jak to sobie wyobrażam

Kiedy klienci rozmawiają ze mną o życiu, mówią coś w stylu: Potrzebuję wyzwań, chciałbym poczuć  splin, nabrać wiatru skrzydła, dać się porwać nowej idei. Ja na to odpowiadam:
No to jak dziś strzyżemy?, po czym słyszę: Bez zmian, tak samo proszę.

Kobiety, wyjątkowe i piękne, wszystkie chcą wyglądać jak Aniston, Kidman, Paltrow.
Mężczyźni bardziej anonimowo – po prostu „klasycznie”, żeby licowało z koszulą w pacy
i t-shirtem na działce. Podążają za wskazanym ideałem, negując jednocześnie ten, który chowa się pod nałożoną maską powszechności. Ja też szukam inspiracji, ale kopiowania, dosłownego odwzorowywania wystrzegam się, jak Leszek Kołakowski klonowania. Gdybym był tym zainteresowany robiłbym peruki lub przeniósłbym swój salon fryzjerski do Korei Północnej, gdzie kobieta może wybrać jedną z pośród 18 fryzur zatwierdzonych przez rząd.  Brzmi brutalnie jak reżim picia mleka narzucony w przedszkolu, bo ktoś ustalił, że mleko smakuje wszystkim i wszystkim służy w sposób jednakowy, a ja rzygałem po każdym śniadaniu.

Czasy się zmieniły. Wyzwoliliśmy się z przesądów „wspólnego dobra”, mleko mieszamy
z Malibu, ale jakoś skromnie korzystamy ze swobody wyboru, z możliwości picia szampana
na śniadanie. Powielamy schematy myśląc, że podwójne latte w Starbucks’ie czyni nas wyjątkowymi.

Więc tnę: tak samo, identycznie, jak poprzednim razem, bo ja świadczę usługi i jestem
„na życzenie.” I czytam na forach, że: Tomasz Marut się wypalił – tak twierdzi anonim obcięty
na „jedno kopyto”, nie wiedząc, że to jest cała karuzela z madonnami, uczesanymi jak „tamta pani”.

Metamorfoza to plan odkładany, stylistyczna prokrastynacja i tylko słyszę to paplanie
o zmianie. Dlatego konkursy, stylizacje, konwencje są tak istotne. To sposób na zaprezentowanie potencjału, który czai się za tym – jak refren powtarzanym – może następnym razem. Podczas gdy ja już dziś widzę, jak pięknie mogłoby to wyglądać.

The Next Style Masters – moje propozycje z edycji poprzednich lat.

The Next Style Masters  2012

The Next Style Masters  2011

Tomasz

Avant-Après i już na zawsze

Szyk czy szok? The Next Styl Masters 2013

Tomasz Marut, Avant-Apres, Revlon, The Next Style MastreRadość, zaskoczenie, impuls inspiracji, rozczarowanie, podziw, niesmak, zadowolenie i zwątpienie – galeria fryzur i feeria emocji. Polski etap konkursu marki Revlon – The Next Styl Masters 2013 – zakończony. Rozdane statuetki uznania lśnią znanymi mi nazwiskami, a każde z nich to ikona indywidualności: Jakub Ziemirski, Agnieszka Regina Łatka, Łukasz Stańczak.

Siła ekspresji fryzjerskiej plejady ma moc, a dzieła wprawiają w osłupienie. Biję brawa na stojąco, klaszcząc nawet uszami. Nożyce trzymam jednak w zębach, bo okrzyk zachwytu zatrzymam w piersi na moment, w którym mój subiektywny werdykt zgodzi się z tym oficjalnym.

Idea konkursu 

Konkurs Revlona organizowany jest od trzech lat. Ideę konkursu aprobuję, przystępując do niego konsekwentnie.
Każdy mój projekt, każda moja stylizacja to – zgodnie z przyjętą zasadą – „wystąpienie w obronie wartości artystycznych.” Tak to brzmi oficjalnie.
Dla mnie jest to jednak  akt tworzenia, przesycony namiętnością kreacji tak silną, że gdyby Stwórca-Pan Kreator ujrzał chociaż cień jej, to Ziemia miałaby loki.
Realizacja projektu pochłania mnie totalnie, determinuje dni, zagarnia noce. Atmosfera przedkonkursowych tygodni jest gęsta i lepka. Eksponuję się na orgie pomysłów w haremie kotłujących się inspiracji, podczas gdy ta najważniejsza przychodzi nagle, jak polucja młodzieńca – we śnie lub o świcie.

Trzy zdjęcia, trzy propozycje, trzy wcielenia wojowniczki

Najpierw był strój: Katarzyna Haratym i idea Walkirii. Jej praca, projekt sukienki-zbroi, przekornie uwodził klarownością przekazu. Czysta, jasna, szlachetna, odważna, radykalna, z wyraźnym rysem godności i mądrości – wojowniczka. Jej dostojność spływa na ciebie od razu – przez formę, techniczne ujęcie, przez precyzję i ostrość wyrazu. Jednak słowa są tu zbędne – to tautologia, lichy twór brzmieniowy. Wszystko co chciałem wyrazić, wyraziłem reżyserując jej postać.

A jednak laur pierwszeństwa przypadł komuś innemu. Zasiliłem tłum anonimowych talentów, którym „tym razem się nie udało.” Znów wracam do czesania swoich myśli, nie radząc sobie z kołtunem zażenowania. Rozczesywałem wewnętrzne dylematy przez dni wiele, by w końcu dowiedzieć się, że zająłem poczesne czwarte miejsce lub mówiąc wprost – pierwsze zaraz po trzecim. /Pozwólcie mi cieszyć się tym arytmetycznym eufemizmem popijając szampana semi-satysfakcjonującego./

Continue reading