Miesięczne archiwum: Sierpień 2016

Martyna Bryk – 10 lat niesamowitości

Martyna Bryk to talent oczywisty, utytułowana stylistka, trendsetterka w świecie fryzjerstwa. Jeśli tylko odkrywała w sobie predyspozycje, by uzewnętrznić nieograniczoną fantazję, nigdy nie  wahała się podjąć realizacji drzemiącego w niej potencjału. Jednak jej kariera nie rysowała się tak prostolinijnie. Każda dziedzina artystycznej kreacji rozbudzała w niej chęć tworzenia, a dziedzin tych było sporo. Jej droga do statusu Mistrzyni Polskiego Fryzjerstwa przemknęła nawet przez zespół muzyczny, w którym grała ze sporym zaangażowaniem. Z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że był to epizod, ale ta potrzeba artystycznego wyrazu pozostała integralną częścią jej osobowości.

Martynę Bryk poznałem w Barcelonie. Atmosfera miejsca sprzyja nawiązywaniu znajomości, ale to jej urok osobisty budził największą sympatię. Od tego czasu nasze ścieżki już często się splatały i nie przesadzę, jeśli powiem, że fakt ten w sposób fantastyczny uświetnia moje życie. Jej talent, wola pracy i rozwoju wciąż działa budująco – myślę, że nie tylko na mnie.

Przekonałem się o tym, korzystając z zaproszenia na jubileusz dziesięciolecia pracy Martyny. Zespół osób współorganizujących imprezę-show epatował tym samym nastawieniem, który cechuje perfekcja nieznająca kompromisu. Mocne stanowisko realizowania świadomie obranego celu piastują także współpracownicy Martyny.

Jej prace cieszą się uznaniem w wymagającym świecie stylistów. Jej nazwisko jest znane każdej fryzjerskiej osobowości. Podbiła niejedną scenę, a jednak nie odżegnuje się od pracy w swoim salonie w Płocku, na rzecz tej, która wabi światłem reflektorów. Continue reading

Światowe Dni Młodzieży – jest inaczej

„Bóg” piszę z dużej litery tylko na początku zdania. Nie jestem bogobojny, ani żaden ze mnie materiał na katolika. Dogmaty, nauki, wewnętrzna logika – trzeba na to ogromnej pokory. Przygotowania do Światowych Dni Młodzieży zgrupowały mnie po stronie malkontentów: będą śmieci, będzie tłoczno, będą korki, będzie głośno. Kontynuowałem bez pauzy, zbijając kontrargumenty demagogicznymi frazesami. Dziś przyznaje, że czasem zbyt na czczo puszczam parę z ust.

Światowe Dni Młodzieży odczarowały moje rozumowanie, odczarowały Kraków, ukazując jakąś bardziej atrakcyjną stronę tego miasta – jest nią możliwość spotkania drugiego człowieka. Wiem to niby z wypadów do barów. Ale że mogę w tym wszystkim spotkać samego siebie, ja, który prę do przodu, więcej, więcej, drożej? Patrzę na pielgrzymów. Wstyd mi. Czy mam odwagę się zatrzymać? Posłuchać siebie?

Było w tym coś niezmiernie prawdziwego, coś co wyrastało niepomiernie ponad wszelaką trywialność życiową. Natura tego wydarzenia była jak pierwszy wiosenny powiew odwilży. Nie pierwszy w tym roku, ale pierwszy w ogóle. Od czasu Światowych Dni Młodzieży żyje w tym klimacie bez przerwy. Usta mam pełne smaku, nozdrza czują zapachy. Może gdybym był wierzący powiedziałbym, że znalazłem się w wpływie jakiejś łaski. Czegoś co porywa i daje siły, nie tej wynikającej z mojego samozaparcia, ambicji, systematyczności i innych fortec zabezpieczeń psychicznych i materialnych, tylko tej z obserwacji ludzi szczęśliwych – tak najprościej radosnych, jak Tauregowie z Sahary, których poziom zadowolenia wynika nie z posiadania, ale z bycia właśnie. Lub bliżej, jak Brazylijczyk, który wydał wszystkie swoje oszczędności by być tu, by na krawężniku przed moim salonem jeść bułkę zakupioną za ofiarowany talon. To bliżej pozwoliło mi poczuć, poznać wartość czegoś, co postrzegałem jako efemeryczny bzdet. Byłem światkiem jakiejś unii, zjednoczenia ludzi, miejsca, czasu. Na tle dzisiejszych wydarzeń to ma wymowę argumentu, którego nie można ominąć, choćby się go nie rozumiało.

Wasz Tomasz Marut

#lookbook_L’Oréal_Professionel – stylizacja numer 6

 

Najbardziej awangardowa stylizacja w całym lookbooku. Elfie ucho, krótka grzywka to mój pomysł na odmienną formę.  Awangarda we włosach to także szalony kolor. Wibrują tu odcienie miedzi, różu i ostrej czerwieni, a jednocześnie kolor daje wrażenie zsynchronizowanej w tonacjach kompozycji.

Poniżej prezentuję kolejną stylizacje z katalogu stworzonego do Lookbook’a L’Oréal Professionel 2016.

Fryzura wpisuje się w tzw. street art style, to nie znaczy, że każda z Was będzie śmiała wyjść w takiej stylizacji na ulice.  Elfie ucho w niestandardowych kolorach to aranżacja formy i barwy dla wybranych.

Wasz Tomasz Marut

 

Z cyklu „Myśli wyczesane” czyli zwrot do moich Adeptów

Świat wewnętrznych przemyśleń fryzjera jest bardziej rozczochrany niż włosy, które czesze. Jest to świat, który nieustanie konfrontuje się z dynamicznie zmieniającą się rzeczywistością. Wydaje się, że moja praca ma charakter stacjonarny, że wciąż jestem w jednym salonie, przy jednym stanowisku, że monotonnie, jak przy taśmie Forda, odświeżam stylizacje kolejnych „głów”.

Mój salon ewoluuje. Kiedy otwierałem go byłem pełen napięcia, czy się uda, czy podołam przedsięwzięciu, czy połączę własne ambicje, z obowiązkami i z zobowiązaniami. Dziś jest to miejsce bezpieczne, które buduje cały zastęp stylistów; część z nich to wychowankowie Salonu Avant-Après, część dołączyła do zespołu uświetniając jego pracę. Jest to miejsce naddatku, bezpieczne atelier mojej pracy twórczej, gdzie powstają pomysły, które mogę realizować na szerszej scenie fryzjerskiej, gdzie rozwijam warsztat pracy, z którego mogą korzystać młodzi adepci sztuki fryzjerskiej.

Gdyby w kluczowym momencie mojego spełnienia zawodowego, jakiś dziennikarz prominentnej gazety zapytał mnie skąd czerpię inspiracje do pracy, odpowiedziałbym: pomysły biorę zewsząd. I ten wątek mógłbym rozwijać. Ale moje aspiracje, inspiracje i zapędy byłyby warte tyle co sól kuchenna, gdyby nie ustawiczny wysiłek i mnóstwo pracy – wytężonej pracy.

Wsparciem były dla mnie moje umiejętności. Nie poświęcałem zbyt dużej uwagi moim – nazwijmy to po imieniu – wadom i pewnym brakom, chociaż byłe ich świadomy. Nie pozwoliłem też, aby przysłoniły mi one moje mocne strony – na nich raczej się skupiłem.
Jak japońscy managerowie wychowani w duchu Kaizen, jakość świadczonych przeze mnie usług, zacząłem obwarowywać jakością swojego życia.

Eksponowałem się na wszystkie doświadczenia, które pomagały mi nie tylko rozwinąć moje zaplecze pracy, ale także nabrać pewności działania. Selekcjonowałem wrażenia, wybierałem szkolenia, mistrzów fryzjerskiego fachu, organizowałem życiową przestrzeń tak, by żyć w atmosferze twórczego pobudzenia.

Do dziś kolekcjonuje w pamięci nowe propozycje, kataloguje pomysły, reorganizuje usankcjonowane style. Nabyte lookbooki gromadzę jak moja babcia żywoty świętych. Nawet te, które sam tworzę poddaje rozważaniom. Dzięki temu nauczyłem się być krytycznym dla siebie, ale także wyrozumiały (…nauczyłem też śmiać się z siebie i wygląda na to, że będę się śmiał do końca życia).
Przyznajmy to razem – nie jesteśmy fryzjerami z boskiego namaszczenia. Jest to kwestia decyzji i pewnej konsekwencji. Jestem autorem także tych stylizacji, których nie chciałbym pokazywać. Te „wpadki” nauczyły mnie najwięcej – dzięki nim wiem, które ścieżki realizacji mam omijać, gdzie stawiać granice mojej wyobraźni, a gdzie jej folgować.

Teraz, kiedy staje za plecami klientki, spoglądając w ramę lustra, wiem, jakiego szlifu wymaga jej fryzura. To siła doświadczenia, które uzyskałem z czasem. Nikt się z nim nie rodzi, ale każdy może je nabyć – w tym względzie mamy równe szanse na to, co nazywamy sukcesem -sukcesem spełnienia.

Wasz Tomasz (Maximus) Marut