Miesięczne archiwum: Wrzesień 2014

Helena – kobieta – muza

Być może powiedział to Einstein, być może Dalaj Lama, a może wyczytałem to na Demotywatorach: „ludzie zapomną co mówisz, zapomną co robisz, ale nigdy nie zapomną  tego jak się przy tobie czuli”.

Helena Z. sprawia, że czuję się wyjątkowo i zupełnie wytwornie jak na moje trampki i za luźne jeansy. Jej pojawienie się w moim salonie wprowadza atmosferę niewymuszonego intelektualizmu. Kiedy zasiada fotelu mam ochotę wyjąć srebra, rozstawiać kryształy, podstawić książki pod grzebienie. W zamian serwuje jej kawę i nową fryzurę. Jest to nasz czas na porywającą rozmowę.

Każdym mój koncept, mój projekt, nową inicjatywę Helena skrupulatnie tłumaczy na język sztuki, objaśniając mi znaczenie symboli, które ja intuicyjnie wplatam w moją pracę, a ona z rozmysłem analizuje.

Ambicja czynu, wola poznawania, kolekcjonowania wiedzy, objaśniania znaczeń, sprawia, że w ramach każdej pasji staje się specjalistką. To jednak nie dyplomy decydują o bogactwie jej osobowości, ale ta retrorefleksyjność , która wprawia ją w zadumę na widok ręcznie malowanych zasłon.

Tomasz Marut, Helena Zakliczyńska
obraz: Helena Zakliczyńska

Należy do tych osób, które najprawdopodobniej znają na pamięć Prousta w oryginale, a jednak  nie cytują go przy każdej okazji.
Helena Z., doktor nauk medycznych, lekarz, psychoterapeuta, obecnie studiuje grafikę warsztatową. Rzetelna w działaniu, poświęcona pracy, oddana pasji matka i żona. A ja widzę w niej piękną arystokratkę, poruszającą się wdzięcznie i z gracją pomiędzy wszystkimi aktywnościami, jakbyśmy właśnie byli na grand balu.

Widujemy się rzadko, ale regularnie. Jest moją koleżanką, klientką, wspaniałą modelką, siostrą mojego przyjaciela, ambasadorką moich pomysłów. To Helena swoją grafiką ozdobiła tego bloga, stworzyła projekty wizytówek na konkretną okazje, namalowała obraz do męskiej kolekcji. Robi zdjęcia moich dłoni, barokowych paluszków w akcji, bo docenia rezultaty mojej pracy.  (W docenianiu się jesteśmy sobie równi.)

Przy niej serce wzbiera mi uczuciami, rozsadza mnie gorliwość. Przy niej tęsknie za dobrem i pięknem. Heleno, jeśli kiedyś przestaniesz mnie odwiedzać, wówczas ja przyjdę na Twoją kozetkę.

 

Twój Tomasz Marut

The Re – Birth of Hair – GALA L’ORÉAL COLOR TROPHY

Muse / Yellow / Updo,  Wet looks / Shape / Future, Pastel / Fairythales / Future, czyli niesamowity show L’Oréal Color Trophy już za nami. 

Gwiazdą fryzjerskiego programu artystycznego był Berni Ottjes. Czesanie na żywo, wybieg modelek, pokaz możliwości i bezgranicznej fantazji. W ramach jednego show zaprezentowano biegunowo odmienne style, akcentujące skrajnie różne podejście do fryzjerstwa i stylizacji. Pokaz był rodzajem eksperymentu: badaniem możliwości materii włosa oraz poszerzaniem granic artystycznej kreacji. Z poetyki snu osłodzonej pastelami i cukrową watą, publiczność została rzucona w futurystyczny świat fryzur odbierających postaciom wiarygodność istot ludzkich (…po gali pytałem modelki, czy mają obcego w brzuchy – tak przekonywujące były w tej aranżacji).

Continue reading

Kraków – powierzchnia pod reklamę

Hotel Forum od wczoraj jest nagi jak Afrodyta. Aż zatrzymałem się na moście, tak jak zatrzymuje się człowiek przed obrazem w muzeum. Budynek bez reklamy (która zazwyczaj zagarnia cały nadwiślański krajobraz ) epatuje szarością, smutkiem przeszłości, wzywa do refleksji nad…, nad wszystkimi już chyba aspektami rzeczywistości.  Na kilka minut stałem się szlachetny i wzruszony. Zapragnąłem czynić piękno. Weryzm tego pomnika architektury, wzywa sam nie wiem do czego, …ale jest w tym coś dobrego.

Mury mają swoją mądrość. Fasady budynków, witryny, bramy przypominają o dziejach Stołecznego Królewskiego Miasta Kraków, o ciosach historii, ale także o geniuszach i genialnych pomysłach poszczególnych istnień. (O małych troskach i codziennej krzątaninie przypominają mi rabatki i miejskie ławki.)

Continue reading