Miesięczne archiwum: Kwiecień 2014

Fryzjer w podziemiach

Tomasz Marut
fot. Viru Virginia

Nazwijmy w końcu rzeczy po imieniu: na placu Pigalle najlepsze są nie kasztany, ale burdele, a zakład fryzjerski nabiera znaczenia strategicznego dopiero w czasie wojny. Reszta to wymyślony produkt – jak te kasztany – który pozwala nam trwać w konspiracji.

Zależność pomiędzy sytuacją polityczną kraju, a rzeczywistością salonu fryzjerskiego jest symptomatyczna. To całe kompleksowe podejście do klienta, relaksacyjny masaż głowy, regeneracja struktury włosa, stylizacja fryzury i osobowości, z rozbrzmiewająca w tle klasyczną muzyką, to znak polepszającej się koniunktury. Fryzjer jest na usługach rozkapryszonego klienta.  Czas wojny i sytuacja realnego zagrożenia stawia przed fryzjerem faktyczne zlecenia. Im bliżej frontu, tym bardziej interesujące. Nasz salon przygotowany jest na taką ewentualność. Daniel ma kask i lufę czołgu(sic!), ja cały arsenał pomysłów, Iwonka wie jak przemycać zaszyfrowane wiadomości w lakierze do włosów. Szkolimy łączniczki, które niebezpiecznym klientom będą namydlać głowy intensywną pianą, wskazując pretendenta do szczególnie szybkiej usługi – krótkie cięcie, najlepiej szubienicą. Gładkie golenie blisko przy skórze z głębszym zacięciem przy gardle, to będzie numer popisowy mojej osoby. Nie myślcie, że wytatuowana brzytwa na mojej ręce jest przypadkowym kaprysem. To symbol służb specjalnych – fryzjerów działających w podziemiu. Mirek i Aga będą robić zapisy na „metamorfozę życia” w salonie, pod jakże zakonspirowaną nazwą Avant-Apres. To nie będzie kawiarniany ruch oporu, ale jednostka specjalna. Mamy kapitał w postaci opiłków złota z pielęgnacyjnych olejków oraz stojaki na odcięte głowy. Jako że jesteśmy prestiżowym salonem, postawimy tutaj głowy państwa – spełnią służebną role na warsztatach fryzjerskich. Pod uniformami będziemy nosić odznaki żołnierskie, ja założę oficerki. Uzbrojony w charyzmę oraz talent do mydlenia oczu, zaprowadzę pokój.

Avant – Apres i już na zawsze Wasz Tomeczek

TONI&GUY& …I

50/50 to kolekcja Toni&Guy z okazji pięćdziesięciolecia fryzjerskiej działalności braci pod takim szyldem właśnie (Toni&Guy to już pół wieku! Truizmy nabrały rzeczywistego znaczenia: jak ten czas leci). Charakterystyczna dla ich twórczości,  ekstrawagancka i perfekcyjna, a więc oddająca idee marki, kolekcja jest wyrazem najwyższej kreacji, absolutnej TONI&GUY - The 50/50 Collectioninspiracji. Dziesięć stylizacji opracowanych przez międzynarodowy zespół stylistów stanowi podsumowanie kolejnych sukcesów fryzjerów na różnych etapach rozwoju swojego przedsiębiorstwa. To resume dotychczasowych osiągnięć, jak i zapowiedź nadchodzących trendów. Elektryzujący mix pomysłów składających się na spójny katalog stylizacji. Wszystkie są mi bliskie i chętnie przyswoiłbym sobie ich autorstwo. Żal mi, że nie wymyśliłem tego pierwszy.

Estetyka kolekcji jest szalona, lecz w tym szaleństwie jest metoda. Każda z propozycji jest doskonałym aliansem technik strzyżenia z techniką koloryzacji, która zawiązuje się w estetycznym oszołomieniu. Sprawny system nieustannie dostarczanych oszołomień jest moim sposobem na zachowanie równowagi w życiu, a w pracy świeżości spojrzenia. Oszałamia mnie paleta barw ciągnąca się od płomiennych czerwieni, blond wanilii, królewskich niebieskich barw, po fioletowe odcienie. Precyzyjne cięcia, geometryczne strzyżenia, wyczesane fryzury to sprawdzian dla technicznych zdolności. To łechcze moją rzemieślniczą duszę. TONI&GUY introduces The 50/50 CollectionZapowiedź kolekcji elektryzowała mnie, przeżywałem coś na kształt sensacji zakochania i towarzyszących im podniet. Zacienienia na powierzchni, migawki odcieni, kolorystyczne akcenty – jakże mnie to pobudza do dalszej pracy. Prezentowaną kolekcję chętnie zaadoptuje na odważnej głowie. Moje dłonie same wyrażą aprobatę jubileuszowej kolekcji.

 

Wasz Tomeczek