Miesięczne archiwum: Marzec 2014

Amerykański film

Sanatorium i park, stare drzewa oraz starzy ludzie. Atmosfera pozornej elegancji i faktycznych schorzeń, a wszystko w oprawie monumentalnych murów, czegoś na kształt dworu. Świat odległy jak widok lądu przez lunetę, gdy jej okular przystawiam niewłaściwą stroną. Przyglądałem mu się z perspektyw trzepaka – to było miejsce mojego wzrastania, ośrodek kultury i centrum rozrywki zarazem.

W Kochcicach spędzałem wakacje. Świnki, kurki, kwaśne mleko i babciny uśmiech były podstawą moich najgłębszych przeżyć egzystencjalnych. Używaliśmy takich słów jak pajda chleba, czerpak, gumiaki oraz gnojownik. Marzyłem o innym świecie, ale z umiarem. Nic ponad Coca-cole, czy banana, kiwi może. Całej mojej dyskrecji i delikatności wyobrażeń kłam zadało jedno zdarzenie – projekcja amerykańskiego-filmu. Wieść o nim niosła się głośno i szybko w wiejskiej gwarze. Amerykański film każdy chciał zobaczyć. Nie wiem, jak przekonałem Babcie, ani nie wiem, jak zdobyła bilet, który był przepustką nie tyle do innego świata, ale do nowych kategorii jego przeżywania. Z rozpalanym rumieńcem, wątły jak kukiełka pośród ogromnych murów sanatorium, w otoczeniu elit legitymujących się zapachem dusznych perfum, w jeszcze duszniejsze popołudnie letniej premiery, zasiadłem w fotelu, by obejrzeć film, z którego ani jednego słowa nie zrozumiałem.

Continue reading